poniedziałek, 29 czerwca 2015

Nigdy porażka, zawsze lekcja.

Pomysł na kolejną notkę tutaj -  miałam zupełnie inny, aczkolwiek mamy miesiąc CZERWIEC. Wraz z końcem tego miesiąca (czyli z dniem dzisiejszym) dotarły do maturzystów wyniki egzaminów. Do tej grupy "zrzeszonych" osób należę też ja. 

(Temat dotyczy wszystkich zagadnień w naszym życiu, a ja akurat podam taki przykład, bo jest on najbardziej świeży)


Na stronę z wynikami egzaminu próbowałam dopchać się około 10 razy (z niepowodzeniem), nie jest to dużo, ale też nie mało. Moim szczęśliwym "wtargnęciem" był 11 raz, kiedy to bez problemu serwer stwierdził, że zaloguje mnie bym mogła sprawdzić jak mi poszło. Zalogowałam się, choć nie do końca byłam zdecydowana co do mojego dalszego działania. Przez dłuższą chwilę trzymałam palec nieruchomo na kursorze myszki i powtarzałam w głowie ciągle "Wchodź!" "Nie wchodź!" "Wchodź!" "Nie wchodź!" i tak w kółko. Moje myśli krążyły tak zawzięcie za sobą, aż w końcu jakiś dziwny bodziec kazał mi nacisnąć ten głupiutki mały guziczek. Puf, stało się! Przed moimi oczami na monitorze pojawiły się wyniki, byłam w tak wielkim szoku, że na pierwszy rzut oka nie znalazłam wyniku matury z matematyki, która jak się okazało - zadecydowała o tym, że w sierpniu zasiądę na kolejnym wylosowanym przeze mnie miejscu i będę głowić się nad rozwiązaniami zadań w arkuszu. 



"Kamień spadł mi z serca" 
- to pierwsze co pomyślałam, sobie gdy już do mnie dotarło, że nie zdałam tylko matematyki. Ta satysfakcja i świadomość, że mogę poprawiać w sierpniu stawia mnie na nogi i mam nadzieję, że podołam. Wiem, że czekają mnie ciężkie dwa miesiące pracy z matematyką, ZNOWU, dlatego nie będą to zapewne bardzo rozchwytywane planowo wakacje. 





Co mnie jeszcze cieszy? To że moje wyniki wcale nie są złe, możecie uważać i myśleć, że wcale też nie są dobre ale wiecie co? Jestem z siebie dumna, bo jeszcze na początku tego roku kiedy w moim życiu były bardzo dziwne, przykre sytuacje. - Ja chciałam to rzucić nie miałam ani motywacji, ani chęci do tego żeby podjąć się zdawania matury. Mimo wszystko co się stało, ja sobie powiedziałam "Nikola, nie gadaj głupot, bierz się do roboty" tak też zrobiłam i podeszłam do matury.


 ***

Teraz krótko chciałabym się odwołać do tytułu mojej notki. 

* Uwaga, co autor miał na myśli? * 


Każdy z Nas stawia przed sobą miliony celów, które chce osiągnąć i wspina się do Nich wytrwale. 

Możemy to sobie wyobrazić na przykładzie drabiny, każdy kolejny szczebel to element zbliżający nas do celu.










 Mamy przed sobą  jeszcze wiele do przejścia w życiu i nie zawsze będziemy w stanie osiągnąć nasze upragnione "coś" ale to nie znaczy, że nie wygraliśmy. Samo rozpoczęcie walki i ukończenie jej, nawet jeśli bez sukcesu jes ZWYCIĘSTWEM. Popełniamy wiele błędów i ponosimy straty, ale wiecie co to właśnie o to chodzi. Nie możemy mieć w życiu wszystkiego, nawet jeśli się na czymś sparzymy nie myślmy o tym jak o PORAŻCE tylko jak o kolejnej LEKCJI od życia. 


Na pocieszenie dodam, jeszcze wiele Lekcji przed Nami! 



Mam nadzieję, że tegoroczni maturzyści są zadowoleni z wyników, a nawet jeśli nie to z faktu, że podjęli się naprawdę ciężkiej pracy, której chciałabym pogratulować. Chcę również powiedzieć osobom tym którym się nie powiodło, że nie mogą się poddawać i mają walczyć o zdobycie celu! 

Pozdrawiam i całuje, Nikola :) 

2 komentarze: